Menu

klaudiusz lach pisze z londynu

moje eseje czyli wszystko co się dzieje

klaudiusz444

Ja nadal w ciebie wierze mój podniebny Rajanerze. Ja się w harfę wpatruję na twoim smukłym sterze. Ja ci wybaczam przedświąteczne ceny kurewsko zawyżone bo ty mnie przecież w słuszną poniesiesz zawsze stronę. To nic, że nóg na pokładzie nie ma w zasadzie gdzie umieścić, przecież w kolanach moge je sobie złożyć . Nie będę się pieścić. To nic, że za bagaż główny łupisz mnie w cholerę. A po co mi bagaż i wszystkie upchane w nim duperele? Ja się, specjalnie dla ciebie spakuję we foliową siatkę a potem z radością zdrapię sobie zdrapkę. Ja te wszystkie britishe i wizzary odrzucam ze wstrętem bo tyś mi jest sterem i podniebnym okrętem. Tylko nie kasuj codziennie tych 50 - ciu lotów bo od soboty ze stresu dostaje już potów. I na Stanstead i na Luton emigracja cała tłumnie zgromadzona już za krótką chwilę nieźle będzie podkurwiona. Więc chodź pomaluja nam świat na żółto i na niebiesko i niech nadal między nami słodko będzie i niech będzie anielsko. Leć więc po farbę i maluj i nie zadzieraj nosa bo jak będziesz zadzierał to stanie między nami bardzo ostra kosa...

...rozsuwam jej nogi i do dzieła

klaudiusz444

Upał i skwar rozpalają zmysły. Ja też jestem już rozpalony ale nie zamierzam rezygnować z tych kilku chwil przyjemnej aktywności , którym mogę oddać się wczesnym popołudniem rozżarzonym letnią spiekotą. Dawno już tego nie robiłem a przecież każdy ma prawo do jakiejś elektryzującej dewiacyjki. W sumie to jestem gotowy. T - shirt zapętlony w koszulę spoczął w nieładzie na łóżku. Na sobie mam tylko spodnie. Sięgam po niezbędny atrybut i już pieszczotliwie gładzę go drżącymi dłońmi. Jest odpowiednio długi a pod palcami wyczuwam jego sprężystość. Biedaczek. W kilku miejscach jest otarty. To skutek częstej eksploatacji. No tak , najwyższa pora zacząć o niego dbać bo jeszcze gotów zawieść w jakimś kluczowym momencie.
No i wreszcie pora na nią bo przecież bez niej to na co czekam nie będzie możliwe. Stoi oparta o ścianę. Zawsze wierna chociaż nieco sztywna. Za pierwszym razem była wyraźnie oporna toteż musiałem się natężyć aby rozłożyć szeroko jej długie nogi. Teraz raczej wszystko potoczy się gładko i bez użycia siły. Zatem do dzieła mężczyzno zlany strugami potu. Zdejmuj wreszcie spodnie. Deska już rozłożona , poobcierany kabel tkwi w kontakcie. Chwytaj za żelazko i do prasowania !

...frappe dla cezara

klaudiusz444

Ciekawe czy starożytnym Rzymianom smakowałaby kawa ze Starbucksa? Nie wiem ale jako, że ja jestem jej fanem zatem ustawiłem się dzisiaj potulnie w kolejkowym ogonku po kubek mojego ulubionego frappuccino. Dla uspokojenie dietetycznego sumienia prewencyjnie zignorowałem tablice z listą kalorii i czując wyraźne symptomy narastającego orgazmu w podniebieniu czekałem cierpliwie. Nadeszła moja kolej no i pani blondie w fartuszku grzeczne zapytała czego tam sobie życzę. Mówię więc czego a pani pyta o imię. Usłyszała, że Klaudiusz i skrupulatnie wykaligrafowała coś flamastrem na kubeczku. Odszedłem na bok i przy regale z cukrami i dodatkami z błogością selekcjonowałem sobie jakimi to sproszkowanymi czekoladami i cynamonami wzbogacę sobie zaraz moje boskosłodkie frappe. Kawa w przygotowaniu. Zazgrzytał morderczo blender, syknęła tubka z pianką i bach - gotowe. Inna zafartuszkowana pani, w odcieniu miedzianym,chwyta za kubek i wykrzykuje gromko - venti frappuccino dla Kaliguli !!
Podrywam głowę. Miedziana wyraźnie celuje wzrokiem we mnie! No ale dlaczego we mnie? Frappuccino - wiem. Venti - czyli duże, wiem. No ale, Kaligula? No też w sumie wiem. Julius Augustus Germanicus. Wesoły cezar co wszystkich wyrzynał i swojego konia uczynił senatorem. Rozglądam się bacznie wokoło no ale oznak wyrzynania nie widzę. Przeciwnie Wszyscy cali, niewyrżnięci i posiorbują kawkę. Konia też nikt za oknem nie uwiązał. Miedziana zniecierpliwiona zerka na blondie a blondie wskazuje na mnie i potwierdza. No tak, ta frappe to dla niego. Dla Kaliguli.
Cóż było robić? Skoro Kaligula się nie stawił to Klaudiusz sobie skorzysta. Podziękowałem a wychodząc z respektem spojrzałem na blondynę. Drobna pomyłka imion ale wiedza z historii starożytnej udowodniona. Z resztą kawa też przednia.
No to Ave Starbuckus Frappuccinus !

...w łóżku najlepiej mi z czarną

klaudiusz444

Nie chcesz mnie bo jestem czarna! Tak do mnie powiedziała z samego rana. Świtało już za oknem więc odrzuciłem kołdrę i z mozołem oparłem się na łokciu. Spojrzałem na nią z podobną niechęcią z jaką przed momentem zerknąłem na zegarek. Miała rację. Nie chciałem jej bo była czarna. Zbierałem przez chwilę myśli żeby powiedzieć jej coś pokrzepiającego ale ostatecznie poniechałem próby. Zerkałem na nią z ukosa zastanawiając się jak wybrnąć z tej niezręcznej w sumie scenerii. . Nie czułem jakiegoś szczegòlnego brzemienia winy. Przecież takie sytuacje zdarzają się wszystkim. Wieczorem w łòżku wszystko wydaje się takie proste po to by rankiem przybrać kanciastą postać wyrzutu sumienia. Przecież to nie jej wina,że jest czarna i z pewnością wielu innych na moim miejscu nie troszczyło by się tym faktem . No ale najwyraźniej mam inne upodobania . Ponadto brakowało jej tego ciepła, ktòre mogłoby stanowić jej atut. Przeciwnie . Porażała wręcz chłodem . Być może był to chłòd odrzucenia.
Trudno, pomyślałem. Nie mogę być przecież taką bezduszną kanalią. Wszak, nie każdy facet to świnia. Zrobiłem to raz więc zrobie ponownie. Westchnąłem ciężko i zbliżyłem się do niej. Sięgnąłem palcami aby ją objąć . I objąłem czule .
A potem wypiłem duszkiem. Niech i poranna kawa z poprzedniego dnia poczuje sie potrzebna . Mimo, że bez mleka, czarna i zimna...

...autobus czerwony autobus spocony

klaudiusz444

Patrzę sobie na londyńską spiekotę i przypomina mi się ubiegłoroczny epizod wywołany podobną do obecnej inwazją spóźnionych upałów. Wtedy również lato eksplodowało nagle i zaskoczyło tubylczą ludność smaganą do tej pory strugami deszczu i gnębioną kapryśnymi nastrojami nadąsanego nieba. Wtem znienacka nastała jasność, słońce powróciło z atmosferycznej emigracji i ogłoszono upragniony sezon grillowy. Po kilku dniach takich tropików zaczęło już brakować steków, kiełbas i innego mięcha żeby nienasycone grille nasycić. Na innych odcinkach także zapachniało deficytem.Tesco wyprzedało całoroczny zapas parasoli plażowych a Primark wprowadził restrykcyjne limity na majtki do opalania. W Superdrugu zaczęto reglamentować olejek przeciwsłoneczny i nieważne było czy kto w ciąży czy emeryt. Panie ekspedientki, niewrażliwe na błaganie spieczonego tłumu, bezdusznie wydzielały - jedno pryśnięcie olejkiem z dozownika na dzień i koniec. Zatem lato dopisało. Przyciśnięty do murów i płotów, przeskakując z cienia do cienia wracałem z pracy. Wszedłem do autobusu i szczęśliwy, że udało mi się zdobyć miejsce siedziące ciężko na nie opadłem. Autobus ruszył ociężale pchany zduszonymi westchnięciami silnika a ja zacząłem gorączkowo poszukiwać jakichś zbawczych powiewów ożywczego powietrza. Rozejrzałem się po współtowarzyszach udręki. Każdy ciężko dyszący i z wywalonym jak u złego wilka jęzorem. Ja w podobnej kondycji. Jedziemy, dyszymy, żarzymy się . Nagle autobus zatrzymuje się. Na środku ulicy się zatrzymuje i dyszy. Dyszy i sapie jak jakiś smok nażarty zbyt tłustym baranem. Po chwili ciszy, zaskrzeczał głos w mikrofonie. To nadzorca smoka - kierowca. Ze zdławionym gardłem i monosylabami oznajmił, że dalej nie będzie jechać bo ZA BARDZO SIĘ SPOCIŁ....Podniosły się jakieś głosy protestu. Z resztą bardzo mdławe bo nikt nie miał siły na zorganizowany sprzeciw. Kilka osób pokiwało ze zrozumieniem głowami. Ktoś wyszeptał, że przecież kierowca też ma prawo się spocić. Po chwili wszyscy zaszurali butami i autobus opustoszał. Siedziałem wytrwale do końca i to nie dlatego, że wierzyłem w cudowne osuszenie spoconego kierowcy. Po prostu bałem się procesu odklejania od rozpalonego fotela. Jakoś się uwolniłem i wyczłapałem z autobusu jako ostatni. Kiedy mijałem kierowcę zobaczyłem jego zwaliste ciało rozpięte nieruchomo na kole kierownicy jego rozpalonego smoka... Lato dopisało...

© klaudiusz lach pisze z londynu
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci